Fotografia to dla mnie coś znacznie więcej niż tylko dokumentowanie rzeczywistości. To świadoma gra światłem, kolorem i nastrojem, która pozwala wydobyć z drugiego człowieka to, co najpiękniejsze i najbardziej autentyczne. Ogromnie się cieszę, że po miesiącach intensywnej pracy mogłem podzielić się z Wami efektami moich poszukiwań.
Za mną oficjalne otwarcie mojej wystawy fotograficznej „Między światłem a obecnością”, które odbyło się w gościnnych progach Klubu Centrum w Grudziądzu. Chcę Was dzisiaj zabrać za kulisy tego wydarzenia, opowiedzieć historię kadrów, które możecie na niej zobaczyć, oraz przybliżyć artystyczny koncept, który jej przyświeca.

Kilka słów z otwarcia: Magia, stres i 25 minut z Arturem Barcisiem
Na ekspozycję składa się blisko 30 prac. To kompozycje, które rodziły się zarówno w kontrolowanych warunkach mojego studia fotograficznego, jak i w naturalnym, często nieprzewidywalnym plenerze.
Głównym motywem tej ekspozycji jest portret kobiecy – starałem się uchwycić w nim klasę, elegancję i emocje. Obok nich możecie zobaczyć również wyjątkowe kadry z udziałem pana Artura Barcisia. Z tą sesją wiąże się zresztą wyjątkowa historia. Na jej wykonanie dostałem zaledwie 25 minut, a w planach miałem stworzenie co najmniej dwóch setupów oświetleniowych. Stres był ogromny, ale praca z tak genialnym i doświadczonym aktorem okazała się czystą magią. Już po 20 minutach mieliśmy dokładnie to, czego oczekiwaliśmy. Pan Artur, choć jest aktorem, to nie grał – oczekiwał tylko autentyczności na zdjęciach.

Tytułowe światło to dla mnie klucz do pokazania „obecności” drugiego człowieka. Ta wystawa nie powstałaby jednak, gdyby nie techniczne i emocjonalne wsparcie za kulisami. Szczególne podziękowania kieruję do mojej żony Moniki. To ona poświęciła niezliczone godziny, pomagając mi przy przygotowaniach nowych setupów oświetleniowych i cierpliwie testując ze mną każdy cień.
Dziękuję także Pani Annie Bator za pomoc w organizacji tego wieczoru oraz całemu zespołowi Klubu Centrum za udostępnienie wspaniałej przestrzeni wystawienniczej.

Oficjalny wernisaż swoim wyjątkowym występem uświetnił zespół Silvers pod przewodnictwem Macieja Gburczyka, dbając o niesamowity klimat i oprawę muzyczną całego wydarzenia.

Okiem kuratora: Ciało, światło i proces patrzenia
Aby jeszcze lepiej zrozumieć charakter prezentowanych prac, warto spojrzeć na nie przez pryzmat tekstu kuratorskiego, który doskonale oddaje esencję tego cyklu:
„Ciało w tych fotografiach nie jest jedynie formą – staje się przestrzenią, na której światło buduje znaczenie. To ono prowadzi narrację, odsłania i ukrywa, nadaje kształt obecności.
Prezentowany cykl balansuje na granicy fotografii modowej i obrazu artystycznego. Estetyka znana z edytoriali zostaje tu przekształcona w bardziej intymny język – pozbawiony dosłowności, skupiony na napięciu między widzialnym a niedopowiedzianym.
Postacie nie są tu portretowane w sposób dokumentalny. Ich tożsamość zostaje zawieszona – ważniejsze staje się doświadczenie patrzenia: moment spotkania, spojrzenie, gest, fragment światła przesuwający się po skórze. Powtarzalność motywów i sylwetek nie buduje narracji o jednostce, lecz o stanie – obecności, ciszy, napięciu.
Światło pełni rolę konstrukcyjną. W jednych kadrach jest miękkie i niemal niewidzialne, w innych – ostre, graficzne, przecinające ciało i przestrzeń. To ono wyznacza rytm wystawy: od obrazów najbardziej bezpośrednich, przez formy bardziej stylizowane, aż po kompozycje niemal abstrakcyjne.
Widz zostaje zaproszony nie do odczytania historii, lecz do wejścia w proces patrzenia – gdzie obraz nie daje odpowiedzi, ale zatrzymuje uwagę.”
Zobacz relację wideo z wernisażu
Oficjalny wernisaż otworzyliśmy wspólnym toastem lampką szampana, a wieczór upłynął na wspaniałych rozmowach o sztuce i fotografii. Jeśli nie mogliście być tam ze mną osobiście, serdecznie zapraszam do obejrzenia krótkiej relacji wideo z tego wydarzenia!
Dziękuję wszystkim za obecność, każde dobre słowo i motywację do dalszego działania. Do zobaczenia na kolejnych sesjach w moim studiu!

